Kolizja…
Ale mieliśmy dziś dzień… niestety do tych lepszych nie można go zaliczyć. Postanowiliśmy dzisiaj poświecić czas na załatwianie spraw formalnych, a Grzybka zostawić z babcią. Po trzech minutach jazdy samochodem w momencie, gdy staliśmy na światłach poczuliśmy potężne szarpniecie i trzask! Dwa samochody uderzyły w nas. Ten w środku zgnieciony obustronnie, zawiniła babka, która była w trzecim. Twierdziła, że zaatakowała ją osa i zamiast hamować dodała gazu… Ufff… na szczęście nikomu nic się nie stało. Artura boli kark i główka, mnie trochę plecy. Mamy nadzieję, że szybko przejdzie. Nie wyobrażamy sobie, co by było, gdyby był z nami Nobcio, to w końcu nasza stała trasa…
sierpień 15th, 2007 @ 10:26
Opatrznosc Boza!! Pozdrawiam serdecznie,Monika