Szpitalnie
poniedziałek, październik 24th, 2011Kiedy wydawało się, że dobiliśmy wirusowych maruderów i wychodzimy na prostą, w piątkowe południe trafiliśmy do szpitala. Norbercik z dnia na dzień stał się rozdrażniony, wszystko czego nie zje/wypije jest przez organizm odrzucane, mocno wymiotuje. Podajemy elektrolity, ale wkrótce staje się jasne, że nie ma na co czekać. Gołym okiem widać, że się odwadnia. Najpierw do lekarza, do przychodni po skierowanie (w końcu formalności przede wszystkim), następnie do szpitala, gdzie osiągamy cel wyprawy w postaci kroplówki. Na szczęście wymioty ustały. Pozytywem jest również to, że przebywamy w pojedynczym pokoju, co znacznie poprawia komfort, a przecież nie jest regułą.
Poniedziałek.
To chyba najlepszy i najkrótszy pobyt w szpitalu, Norbercik po kilku kroplówkach doszedł do siebie. W niedzielę już tylko zabawa była mu w głowie, ale musieliśmy zostać na obserwacji i kontroli .To niebywałe, że nasz Dzióbek tak szybko się odwadnia…, paradoksalnie i do takich sytuacji można się przyzwyczaić i szybko obierać kierunek - szpital.

